Podłączasz iPhone'a do powerbanka, a na ekranie pojawia się pytanie „Zaufać temu komputerowi?”. To sygnał alarmowy, nie formalność. Zwykły akumulator korzysta w kablu USB wyłącznie z przewodów zasilania, więc telefon nie ma powodu o nic pytać. Jeśli pyta, urządzenie po drugiej stronie chce dostępu do danych, a stuknięcie „Zaufaj” mu go daje.
Dwa rodzaje przewodów w jednym kablu
W każdym kablu USB biegną osobne żyły do prądu i osobne do danych. Ładowarka wpięta w gniazdko i normalny powerbank korzystają tylko z tych pierwszych. Oddają energię i na tym ich rola się kończy, dlatego przy nich ekran iPhone'a pozostaje spokojny.
Komputer używa obu rodzajów przewodów. Kiedy podłączasz telefon do laptopa, iPhone pyta o zaufanie, bo chce wiedzieć, czy pozwolić drugiej stronie przeglądać zdjęcia, kontakty i pliki. Powerbank, który wywołuje ten sam komunikat, przedstawia się telefonowi jako komputer. Akumulator nie potrzebuje twojej galerii, żeby oddać prąd, więc trudno o niewinne wytłumaczenie takiego zachowania.
Co może dać jedno stuknięcie „Zaufaj”?
Dobrze pokazuje to historia, która krąży po serwisie X. Badacz AI podpisujący się jako goldtooth.exe kupił w kiosku na lotnisku w Guangzhou powerbank bez marki za 19 dolarów. Na etykiecie miał 30 000 mAh i był wyraźnie ciężki. Przy pierwszym ładowaniu pojawiło się pytanie o zaufanie, a właściciel zaakceptował je bez zastanowienia.
Po trzech tygodniach ustawił Claude Code tak, by ostrzegał go, gdy jakieś urządzenie zaczyna czytać jego pliki. Przy kolejnym ładowaniu ekran zapełnił się ostrzeżeniami, bo zamiast samego prądu płynęły dane. Telefon widział powerbank jako mały komputer z 64 GB pamięci i własnym dostępem do internetu. Według autora wpisu urządzenie zdążyło skopiować:
- numer IMEI i numer seryjny telefonu,
- 1206 kontaktów,
- listę aplikacji, w tym dwóch bankowych,
- 3912 zdjęć, wśród nich zdjęcie paszportu,
- nazwę i hasło domowej sieci Wi-Fi,
- zdjęcia żony, która ładowała swojego iPhone'a dwa razy i też stuknęła „Zaufaj”.
Pliki miały trafiać na zewnętrzny serwer przez domową sieć: 19 wysyłek w trzy tygodnie, ostatnia o 2:14 w nocy. Nikt nie potwierdził tej historii niezależnie, a ithardware.pl radzi szczególną ostrożność wobec wątku z hasłem do Wi-Fi. Sam mechanizm ma jednak swoją nazwę, juice jacking, i zaczyna się od tej samej zgody na ekranie.
Czym ładować, żeby nie ryzykować
Zasada jest prosta: im lepiej znasz źródło prądu, tym mniej musisz uważać.
- Własna ładowarka do gniazdka to najbezpieczniejszy wybór, także w podróży.
- Własny, sprawdzony powerbank jest w porządku, jeśli przy podłączeniu nigdy nie pyta o zaufanie.
- Tani akumulator bez marki z kiosku albo pożyczony od obcej osoby traktuj z rezerwą. Pojawia się komunikat? Odmawiasz i odłączasz kabel.
Sprawdź w ten sposób każdy powerbank, który masz w domu: podłącz telefon i patrz na ekran. Akumulator, który nie pyta o zaufanie, zachowuje się tak, jak powinien. Taki test zajmuje chwilę, a od razu wiesz, którego urządzenia się pozbyć.
Już stuknąłeś „Zaufaj”? Tak to odkręcisz
- Odłącz powerbank i nie używaj go więcej.
- Zmień hasło do domowej sieci Wi-Fi.
- Zmień dane logowania do aplikacji bankowych.
- Jeśli wiesz, dokąd płynęły dane, zablokuj ten adres w ustawieniach routera.
Zapytaj też domowników, czy nie ładowali telefonów z tego samego akumulatora. W historii z X wystarczyły dwa podłączenia żony, żeby jej zdjęcia również zostały skopiowane.